Dobry tekst.
Niestety tego typu tekstów będzie pojawiało się więcej bo straty dla polskich lotnisk będą rosły.
Jako stratę traktuję tu utratę niewykorzystanego potencjału, czasu. "Decyzyjność głupcze" parafrazując......
CYTAT
Niemcy kończą realizację międzynarodowego portu lotniczego – inwestycji, na którą przed laty wpadł także polski rząd. Berlińskie lotnisko, nazywane ironicznie przez media „polskim”, będzie europejską bramą na wschód, na której Niemcy zarobią krocie, a Polska, jak zwykle, obejdzie się smakiem.
Prawdopodobnie na niczym spełzną dyskutowane od wielu lat rządowe plany budowy w okolicach Warszawy Centralnego Portu Lotniczego, który miałby obsługiwać kilkadziesiąt milionów pasażerów rocznie i stanowić międzynarodowe centrum przesiadkowe nie tylko na Zachód, ale przede wszystkim na Daleki Wschód m.in. do dynamicznie rozwijającej się Azji. Wieloletnie wahania polskich władz w tej kwestii i brak decyzji w sprawie lokalizacji oraz rozpoczęcia inwestycji doprowadziły do sytuacji, w której to Niemcy kończą budować port, który Polska planowała ulokować na swoim terenie.
Międzynarodowe lotnisko BBI pod Berlinem zostanie otwarte w 2011 r. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, będzie ono przystosowane do obsługi 27 mln pasażerów rocznie z możliwością przyjęcia nawet do 45 mln pasażerów. Niemiecki port będzie też obsługiwał 360 tys. operacji lotniczych w ciągu roku (ok. 4 razy więcej niż obecnie warszawskie Okęcie). Całość inwestycji ma wynieść około 3,2 mld euro.
Berlin na podbój Azji
Ambicją Berlina jest przede wszystkim bycie bramą na wschód. Już teraz oferuje on loty do Bangkoku i Pekinu, a na tym się pewnie nie skończy, biorąc pod uwagę szybko rozwijającą się gospodarkę wschodnich państw. Tego typu oferta jest z całą pewnością żyłą złota, dzięki której koszty inwestycji zwrócą się w rekordowym tempie. Co to oznacza dla Polski? Minister gospodarki Niemiec zapewnia, że lotnisko w Berlinie powstaje także z myślą o Polakach. Faktem jest jednak, że otwarcie w Berlinie międzynarodowego portu lotniczego oznacza koniec marzeń o podobnym porcie w Polsce, czyli de facto ogromne straty dla polskiego budżetu.
W Warszawie dalej myślą
Przypomnijmy, że o wybudowaniu takiego portu między Warszawą a Łodzią mówiło się od lat. Prace nad pomysłem trwały od 2003 r. Według rządowej Strategii Rozwoju Infrastruktury Transportowej budowa portu miała zostać zakończona w latach 2010-2013. Sprawa jednak nie ruszyła do przodu od 2005 r., kiedy to prace nad studium wykonalności dla nowego lotniska zostały powierzone hiszpańskiemu konsorcjum INECO-SENER, które otrzymało na ten cel grant od Królestwa Hiszpanii w wysokości 550 tys. euro. Raport z prac konsorcjum nigdy się nie ukazał. Pojawiło się natomiast wiele wątpliwości dotyczących zasadności budowania międzynarodowego lotniska w Polsce. Głównym powodem były z pewnością koszty, które sięgać miały nawet 20 mld zł. Ponadto z analiz dotyczących polskiego transportu wynikało, że ruch lotniczy w Polsce rozwija się wciąż zbyt powoli. Dodatkowo, pojawiły się głosy fachowców twierdzących, że należy się skupić na rozwijaniu portów regionalnych, gdyż linie lotnicze intensywnie rozwijają połączenia bezpośrednie, a nie między głównymi portami przesiadkowymi. Dzisiaj budowę niemieckiego lotniska komentują ekonomiści, profesorowie i niezależni eksperci, a nie rząd, który nabrał wody w usta. Nic dziwnego zresztą, jeśli weźmie się pod uwagę miliardy, które przechodzą nam koło nosa przez rządową opieszałość. Niemcy zarobią krocie, Polska, jak zwykle, zostanie z niczym.
Barbara Barysz